W nocy twarzą ku niebu


Ekspozycja zainspirowana została intuicyjnym wglądem w historię literatury iberoamerykańskiej, jej realną i magiczną narracją oraz zarysowanymi w niej losami artystów i autorów totalnych. Jest w zamierzeniu wizualną i poetycką opowieścią snutą przez współczesnych twórców, w której dzieło sztuki przeradza się w tekst. Wystawę dzieł stworzonych przez artystów obu Ameryk oraz Europejczyków, często ludzi o zawiłych życiorysach, skorych do wyrażania uwag na temat opresyjnej rzeczywistości politycznej, wzbogaca też wątek marzeń i niespełnionych nadziei.

W jednym z opowiadań Julia Cortázara bohater płynnie przemieszcza się pomiędzy krainami jawy i snu. Wraz z upływem czasu mara staje się bardziej realna niż rzeczywistość, a uczestnik życia w nowoczesnej cywilizacji kończy – jak głosi tytuł wydanej w 1956 roku opowieści – jako ofiara wiele wieków wcześniej złożona na azteckim ołtarzu „w nocy twarzą ku niebu”.

W twórczości Roberta Bolaña spojrzenie w bezkres nieba zawiera inne, ale nie mniej fatalne znaczenia. Chilijski pisarz z błękitnej przestrzeni uczynił medium trwogi. Bohater napisanej przez niego noweli Gwiazda daleka (1996) – awangardowy, faszyzujący poeta i zabójca – siedząc w myśliwcu układa na niebie, między chmurami, niepokojące wiersze przy użyciu dymu z silnika.

Wystawa, inspirowana narracją Cortázara i artystyczną dystopią Bolaña, tworzy przestrzeń, w której codzienność wymyka się naszej lokalnej intuicji. W wyimaginowanej krainie, którą dla Europejczyka może być cały region Ameryki Południowej – ojczyzna obu wymienionych autorów – wiele rzeczy wydaje się urządzonych na odwrót, jak w lustrzanym odbiciu: realizm zrównuje się z magią, a czas zamiast płynąć linearnie zamyka się w cykle.

Prezentowane dzieła tworzą opowieści o niekończącej się podróży przez osobliwe światy: te realne, podzielone granicami państw i kontynentów oraz inne, magiczne, ograniczone jedynie naszą wyobraźnią. W obu wariantach krainy te są rządzone przez bezwzględnych dyktatorów, tłamszona jest w nich wolność, a ikonosferę zatruwają czołobitne teksty propagandowe. W takich okolicznościach rodzą się bunt i anarchia wspierane poezją i pieśniami pełnymi fatalizmu, ale też nadziei.

Czy twórczość jest w takim układzie ponadterytorialnym i ponadrealnym kulturowym remedium, mogącym przynieść porozumienie i dialog? Czy może jednak sprawczość sztuki jest kolejną utopią, wyrazem traumy, katastrofą interpretacji, ostatecznie klęską jednostek?

Poezja uwikłana w realny i wyśniony świat staje się tu przekazem o nieustalonych granicach, kodującym przerażającą prawdę o rzeczywistości, raz wypowiadaną metaforycznie, kiedy indziej wprost. Jej autorzy czerpią inspiracje z codzienności i dotykają granic języka. Ich sztuka przemienia się w dzikie i szalone, niemożliwe do okiełznania narzędzie, w którym znaczenia słów i gramatyki zdominowane są przez wtórne wizualne formy, ostatecznie paradoksalnie podobne do propagandowych komunałów. Język codzienności, przeciw któremu występują, jest opresyjny, wkracza we wszystkie dziedziny życia, jednak nie mniej opresyjne są rewolucyjne slogany. Koniec końców reguły rządzące sztuką i rewolucją już od dawna nie są niewinne, a tekst graficzny wykroczył poza ramy poezji i łatwo odnaleźć go na czerwonych, czarnych, zielonych i wielobarwnych sztandarach.

Na zdjęciu: CADA, NO+, 1983